Po powrocie z najnowszej podróży do kraju próbuje oczywiście uporządkować moje wrażenia, ale przede wszystkim staram się jakoś zdefiniować mój stosunek do współczesnej Polski. Nie jest to zadanie łatwe. W końcu interesuję się na bieżąco, niemal na żywo sprawami polskimi, a więc mój stosunek do Polski z pewnością nie jest obojetny. Jestem pełen podziwu dla zmian, jakie zachodzą w Polsce, a więc jest to stosunek bardzo pozytywny. Jednocześnie dostrzegam jak wiele jest wciąż do odrobienia w stosunku do innych krajów Europy, jednak daleko mi do namolnego krytykanctwa, zwłaszcza że jestem świadom – i pamiętam – jakie były podstawy wyjściowe przemian ostatnich 20 lat. Nie jest to zatem stosunek negatywny, ale raczej podejście pełne zrozumienia i w sumie podziwu dla wszystkich, którzy codziennie borykają się z Polska 2009.
Ale to wszystko są detale. Jak jednak określić w sposób globalny mój stosunek do kraju ? Wydaje mi się, że najlepiej pasuje tutaj dość proste, ale jakże nośne porównanie współczesnej Polski do niezłej, atrakcyjnej, mocno odlotowej laski, która owszem – bardzo mi się podoba i która mnie pociąga, ale co do której jestem pewien, że nic by nie wyszło z jakiejkolwiek próby trwałego pożycia. Polska dzisiejsza jest niewątpliwie atrakcyjna, ale ja do niej nie pasuję. Mogę ja sobie podglądać na codzień (oczywiście nie w znaczeniu tabloidalnym), a nawet spędzić z nią parę miłych chwil raz na jakiś czas, ale to wszystko.
Co chcę przez powyższe stwierdzić to fakt, iż mentalnie chyba stałem się Kanadyjczykiem aż po wnętrzności: z lekka rozleniwionym jako taką stabilizacją, północno-amerykańską normalnością (o ile taka istnieje), ale z pewnością rozleniwiony przewidywalnością, jaka wynika z tutejszych warunków i stylu życia. To oczywiście bardzo wygodne żyć w takich warunkach, ale…
Taaa… Polska jest trochę jak Doda (co nie znaczy, że akurat ona mi się podoba i mnie pociąga) lub jak każda inna gwiazdeczka z Gali czy z Vivy, zaś Kanada to nasza “stara”: też zadbana, ale inaczej, bardziej po papilotowemu niż po dodowemu. Na Dodę lub inną gwiazdeczkę miło jest popatrzeć, ale i tak wiadomo, że mieć jej nie będę, już choćby dlatego, że wystarczy tylko wyobrazić sobie codzienne życie z kimś pokroju Dody żeby z niejaką ulgą wracać do poczciwej, przewidywalnej do bólu “starej”. Czyli do Kanady.
I dlatego chylę czoła przez wszystkimi, którzy Polskę – Dodę mają na codzień. To moja pierwsza impresja z Polski.
CDN

Remigiusz Józefowicz.
To zdjęcie jest udostępnione na licencji
Creative Commons Uznanie Autorstwa





