W końcu dotarła i do mnie. Mowa o grypie. Nie dotarła osobiście, w formie choroby, lecz jako powiastka administracyjna rozesłana do wszystkich pracowników college’u.
A więc administracja śledzi pilnie rozwój sytuacji przypominając jednocześnie, że trzeba myć często ręce, unikać czułych przywitań z uściskami i ucałowaniami (Quebek, podobnie jak Francja, ale trochę mniej niż ta ostatnia, jest bezbronny na odcinku powitań i “dubeltówka” jest tutaj dość powszechnie stosowania na powitanie, co może sprzyjać rozprzestrzenianiu się ewentualnej pandemii). Należy również kichać “do łokcia”, a nie do ręki, jeśli nie ma się chusteczki pod ręką, aby zasłonić twarz. Nie należy natomiast kozaczyć i przychodzić do pracy jeśli zauważymy u siebie objawy grypowe, szczególnie w towarzystwie gorączki powyżej 38 stopni. Mowa jest też o maskach jeśli przyjdzie pracować w okresie pełnego rozwoju epidemii. W tym kontekście administracja zapewnia, że opracowany został plan awaryjny określający zakres działania placówki w sytuacji dramatycznego wzrostu zachorowań na grypę lub pogorszenia sytuacji na odcinku powikłań związanych z chorobą.
Jak dotąd Quebek stwierdził 3 przypadki zachorowania na grypę A/H1N1. Wszystkie trzy dotyczyły osób albo powracających z Meksyku, albo żyjących z kimś, kto wrócił z tego kraju – kraju szczególnie odwiedzanego na początku wiosny przez poszukujących słońca i ciepła tropikow. Po dwóch tygodniach grypa zeszła z czołówek doniesień prasowych, choć dziś czy wczoraj podano, że jedna osoba chora na tę grypę właśnie zmarła.
Muszę przyznać, że na początku tej całej historii miałem trochę pietra w tym sensie, że – jako wykształcony w dziedzinie mikrobiologii/wirologii rozumiem sens zagrożenia, jakie przychodzi z wirusem jak A/H1N1. Teraz jestem trochę spokojniejszy (w końcu idą wakacje…), ale nie oznacza to, że ewentualna pandemia tak szybko zniknie jak się pojawiła. Niestety, jeszcze nie wszystkie karty został rozegrane przez A/H1N1 i wirus ten wciąż trzyma całkiem sporo atutów “przy orderach”. Dlatego też powiastka administracyjna ma według mnie sens oraz szerszą rację bytu niż tylko i wyłącznie kontekst grypy. W końcu kichanie w sposób bezpieczny czy częste mycie rąk przebywając w miejscach publicznych nikomu nie zaszkodziło, a już szczególnie nie zaszkodziło publicznemu bezpieczeństwu zdrowotnemu.
