Archiwum z czerwiec, 2009

Izo-utopieni

13 czerwiec 2009

Jest takie miejsce w Kanadzie, które nazywa się Chalk River (Ontario). Znajduje się tam reaktor atomowy, o którym jest bardzo głośno ostatnio.

Każdy z nas (czego nikomu nie życzę) może być kiedyś zmuszonym poddać się badaniom przy użyciu izotopów. Nie trudno sobie wyobrazić okoliczności związane z takim badaniem. I dlatego nikomu nie życzę, aby taka konieczność zaistniała. Izotopy stosowane są do różnych celów, począwszy od diagnostyki, a skończywszy na terapii. Ich produkcja ma miejsce z reguły w reaktorach atomowych, i właśnie dlatego Chalk River jest miejscem tak ważnym nie tylko w Kanadzie czy w Ameryce, ale ważnym dla całego świata. Reaktor w Chalk River zaspokajał ok. 30-40% światowego zapotrzebowania na izotopy stosowane w medycynie i w badaniach. Celowo pisze “zaspokajał”, bo z przyczyn technicznych reaktor, o którym mowa stoi, a wraz z nim produkcja izotopów.

Izotop to produkt, którego nie da się składować na zapas. Połowiczny czas rozkładu tych substancji (maksymalnie krótki w przypadku izotopów stosowanych w medycynie) sprawia, że dla normalnego funkcjonowania oddziałów onkologii czy rentgenologii niezbędne jest słale, niczym nie zakłócone dostarczanie świeżych izotopów, jeszcze gorących, można powiedzieć. Awaria kanadyjskiego reaktora, druga w ciągu ostatnich paru lat sprawia, iż wiele szpitali stanęło przed poważnym problemem, a wraz ze szpitalami: pacjenci – pacjenci, dla których w ciągu następnych dni czy tygodnia miało się rozstrzygnąć, czy raz już zaleczony rąk wrócił, czy też mogą oni spać spokojnie. Szpitale stają na głowie, żeby zdobyć potrzebne im izotopy, ale dziura o rozmiarach 40% procent produkcji światowej nie jest tak łatwa do załatania natychmiast przez inne kraje.

Kanada, złotymi ustami naszego premiera zapowiedziała, że wraz z końcem żywotności reaktora Chalk River wycofa się z międzynarodowego podziału pracy w dziedzinie produkcji izotopów. Oczywiście stoją za tym względy finansowe. Gdzieś padła liczba 500 min dolarów jako koszty utrzymania produkcji w Chalk River, i jako usprawiedliwienie decyzji rzadu. Nie wiem, czy to usprawiedliwienie wystarczy. Nawet jeśli istnieją inne metody produkcji izotopów (a istnieją, np. przyspieszacze cząstek), to czy będą one w stanie pokryć niedobór spowodowany wygaszeniem reaktora w Chalk River ? A swoja droga, skoro dziś premier Kanady tłumaczy, że przecież reaktora atomowego nie buduje się z miesiąca na miesiąc, to czy – z uwagi na międzynarodowe zobowiązania Kanady w dziedzinie produkcji izotopów – nie można było przewidzieć albo budowy następcy liczącego ponad 50 lat reaktora, albo scedować produkcję komuś innemu w sposób płynny i bezbolesny ? To w końcu pacjenci cierpią z powodu braku izotopów i rządzącym Kanadą życzę, żeby i oni nie znaleźli się w kolejce oczekujących na dostawe.

PS. Jadę do Polski na dwa tygodnie, a więc do końca czerwca przerwa w dostawach PAPKI. Już wiecie z kogo biorę przykład…

Chalk_River_Labratoriesphoto: wikipedia

Bixi

10 czerwiec 2009

Montreal dorobił się systemu bixi. Wtajemniczeni z Europy pewnie wiedzą o co chodzi: popularny samoobsługowy system publicznych rowerów do wynajęcia. Jednak na kontynencie amerykańskich bixi to nowość i Montreal jest pierwszym miastem, które wzbogaciło swój system transportu publicznego o rowery.

Ponieważ nie mieszkam w samym Montrealu, ale na jego przedmieściach, które są odrębną strukturą administracyjną, a więc “u mnie” bixi nie ma. Poza tym mam swój rower, którym jeżdżę wszędzie, w tym i do pracy, tak więc nie potrzebuję roweru publiczengo. Nie mniej dla tych, którzy nie mają wyboru, bixi stanowi ciekawą opcję. Wynajem roweru kosztuje 5 dolarów na dzień, ale można też wykupić abonament (miesięczny, roczny), zaś jego koszt w jakiś sposób obniża koszt miesięcznej karty użytkownika transportu publicznego. Bo to jest właśnie idea systemu zintegrowanego: z roweru do metra, z metra do autobusu, z autobusu na rower, jeśli tylko zajdzie potrzeba. Z tym ze bixi dostępne są tylko w obrębie szerzej rozumianego centrum miasta.

Oczywiście rower również wymaga infrastruktury. W Montrealu coraz więcej jest ulic, na których wytycza się ścieżki rowerowe, i w sumie działa to bardzo dobrze, gdyż kierowcy są na ogół kurtuazyjni wobec rowerzystów. Bardziej kurtuazyjni niż rowerzyści dla kierowców, gdyż ci pierwsi wymuszają często pierwszeństwo, nie przestrzegają czerwonego światła, jeżdżą pod prąd. Na szczęście obywa się bez poważniejszych wypadków.

Bixi już się przyjął. Jednak jak będzie to działać w zimie ? – nie wiem. Chyba nie będzie, gdyż z uwagi na akumulację śniegu i konieczność mechanicznego oczyszczania ulic, stanowiska z rowerami będą prawdopodobnie usunięte po określonej dacie (z reguły po 15 listopada), aż do wiosny.

Przy okazji inauguracji bixi pojawił się w Internecie flog, czyli fałszywy blog założony w celach marketingowych. Na flogu tym fikcyjne postacie wpisują swoje entuzjastyczne opinie o bixi. Ponoć flogi to w tej chwili dość powszechna forma oddziaływania na konsumenta. Nie wydaje mi się jednak, żeby w przypadku bixi flog był rzeczywiście konieczny. Montreal to miasto rowerów, dość intensywnie uprawianych tym bardziej, że przecież sezon nie trwa tutaj cały rok.

le-debut-du-bixi

Home

7 czerwiec 2009

Wczoraj obchodzony był Międzynarodowy Dzień Środowiska : World Environment Day, czyli WED.

Dlaczego pisze o tym dzisiaj ? Dlatego że wczoraj oglądałem wyemitowany na te okazję film pt.  Home, autorstwa Yanna Arthus-Bertranda. YA-B jako fotograf zasłynął cyklem zdjęć z lotu ptaka, które to zdjęcia objechały świat i ukazały się w niezliczonych publikacjach, począwszy od kalendarzy, a skończywszy na książkach z serii 365 Dni, gdzie każdy dzień ilustrowany jest pięknym zdjęciem (wciąż z lotu ptaka) jednego z uroczych zakątków Ziemi.

Film Home to w sumie diaporama złożona z ujęć, do których YA-B zdołał już nas przyzwyczaić. Co nie znaczy znieczulić na ich wyjątkowe piękno graficzne. Oglądając zdjęcia lub ujęcia firmowane przez YA-B nie sposób nie zachwycać się pięknem Ziemi, czy to w postaci uroku natury, czy też w formie uderzającego, specyficznego piękna dzieł ludzkich rąk i pomysłowości.

Oczywiście ładne obrazki to nie wszystko. Film Home opowiada o nas i wpływie naszej cywilizacji na środowisko. Nie, pokazany wczoraj obraz nie stanowi jednego wielkiego, ilustrowanego aktu oskarżenia. YA-B jest wyjątkowo powściągliwy w opiniach i pozwala, żeby fakty mówiły same za siebie. Wszyscy je znamy: 20% ludzkości konsumuje 80% zasobów naturalnych, 1 mld ludzi nie ma dostępu do wody pitnej, tyle a tyle procent żyje poniżej granicy obóstwa. Jednak najważniejszym z przekazów filmu Y-AB jest ten o prawdopodobnych konsekwencjach dalszego podążania ścieżką wytyczoną przez pogoń za ciągle wyższym i niczym nie ograniczonym wzrostem: gospodarki, konsumpcji, i… No wlaśnie.

W XIX wieku Gauguin zadał słynne pytania dotyczące każdego z nas z osobna i ludzkości jako całości:  skąd przybywamy ? Kim jesteśmy ? Dokąd zmierzamy ? Na pierwsze dwa pytania można sobie dość łatwo odpowiedzieć, aczkolwiek każda z odpowiedzi będzie inna. Ostatnie pytanie to wielka niewiadomą a odpowiedź zależy od nas samych, w tym od uczciwego zdefiniowania kim tak naprawdę jesteśmy my, każdy z nas, my jako gatunek, my jako cywilizacja.

Yann Arthus-Bertrand twierdzi, że wciąż nie jest za późno. Zgadzam się w pełni. Coraz więcej z nas zdaje sobie dokładnie sprawę z tego, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy przy obecnym stanie rzeczy. Coraz więcej osób nie akceptuje tego stanu rzeczy.

Wczorajszy kim pokazano nie tylko w TV, ale również na pokazach publicznych w wielu miastach. W Quebeku przyszło nań ponoć sporo ludzi. Takie filmy dobrze przeżywa się wspólnie.

W końcu na pytania Gauguina też musimy sobie odpowiedzieć wspólnie.

Film Home dostępny jest w sieci. Polecam.

Pytanie

4 czerwiec 2009

Zupełnie przez przypadek trafiłem w zeszłym tygodniu na film dokumentalny o tym, jak projektowano i budowano Airbusa A380. Oczywiście zbieżność emisji z poniedziałkową katastrofą jest zupełnie przypadkowa: kto mógł w sobotę przewidzieć, że w niedzielę spadnie do oceanu samolot Air France ?

Na filmie pokazano w jaki sposób rozwiązywano wyzwania inżynieryjne stojące przed projektantami i konstruktorami, jakich nowych metod spróbowano, żeby A380 mógł nie tylko wznieść się w powietrze, ale jeszcze żeby był oszczędniejszy w zużyciu paliwa niż zwykły samochód osobowy (w przeliczeniu na kilometr i na przewieziona osobę). Istne cudo inzynierii.

Kiedyś podobny film nakręcono o Boeingu 777, od pierwszej koncepcji aż po pierwszy lot homologacyjny. Nawet deski ustępowe ulepszono, bo pasażerowie skarżyli się na to, że – z uwagi na cienkość przepierzeń w samolotach – ilekroć deska spadnie na muszlę, tylekroć wszyscy to słyszą, co może krępować. W związku z tym zastosowano amortyzator, który wyhamowywuje deskę i delikatnie opuszcza ją do położenia “roboczego”.

Od kilku dni słuchamy wieści o poszukiwaniach najpierw śladów katastrofy, potem szczątków samolotu, aż wreszcie o poszukiwaniach “czarnych skrzynek”. Te ostatnie wysiłki mogą okazać się bezowocne, gdyż w miejscu katastrofy ocean jest głęboki, a dno bardzo urozmaicone. “Czarne skrzynki” są natomiast istotne dla wyjaśnienia przyczyn katastrofy – niestety, ale często właśnie w ten sposób inżynierowie dowiadują się o tym, co pominęli przy projektowaniu lub w instrukcji przeglądu samolotu. Bez rejestratorów lotu katastrofa idzie na marne w tym sensie, że nie będzie można uniknąć podobnych wypadków w przyszłości, jeśli oczywiście przyczyna katastrofy jest natury technicznej.

Pisze o tym dlatego, że przy tych wszystkich cudach inżynieryjnych, w jakie wyposażone są nowoczesne samoloty, przy tych kompozytach, komputerach, GPS-ach, hi-tek deskach klozetowych itp, dlaczego nikt nie wpadł na pomysł, żeby zrobić pływające “czarne skrzynki” ? Skoro tobogany ewakuacyjne czy nawet kamizelki ratunkowe w samolocie nadmuchują się niemal samoczynnie, to czemu nie można wyposażyć w podobny system rejestratorów lotu ? Ot, nadmuchujący się pod wpływem kontaktu z wodą pływak, który wyniesie bliżej powierzchni lub na powierzchnię to, na szukanie czego poświęca się tyle czasu i środków, często bezowocnie, gdy nie znajdzie się “skrzynek” przed wygaśnięciem sygnału naprowadzającego.

Proste jak… deska klozetowa ?