Korki

By jacobsky

Kiedy ktoś mieszka w dużej metropolii, to z reguły wydaje mu się, że jego miasto stanowi sumę wszystkich bolączek miejskich. Z takiego przeświadczenia mogą wyleczyć tylko wycieczki do innych miast podobnego gabarytu. Owszem, będzie o porównaniu Warszawy i Montrealu, a konkretnie o czymś, co stanowi zasadniczy element łączący te dwa miasta: o niedowładzie systemu komunikacyjnego i o korkach z tym związanych.

Montreal jest zakorkowany. Podobnie jak Warszawa, quebecka metropolia nie ma obwodnicy w randze autostrady, a więc spora część ruchu tranzytowego przechodzi przez miasto. W przeciwieństwie do Warszawy, którą przecina w pół Wisła, Montreal leży na wyspie w szerokim rozlewisku rzeki Św. Wawrzyńca, a więc akces do miasta z definicji jest mocno ograniczony liczbą dostępnych przepraw. Powyższe sprawia, że przeprawy te są notorycznie zatkane, zaś intensywny ruch kołowy odciska się widocznym piętnem na stanie infrastruktury drogowej Montrealu. Główne autostrady i drogi szybkiego ruchu przechodzące przez wyspę przypominają warszawską Trasę Łazienkowską: z estakad odpada beton odkrywając zardzewiałe pręty zbrojeniowe, pas jezdni okalają pordzewiałe bariery, w tunelach straszą liszaje po odpadających kafelkach. Póki co wszystko jest jeszcze dostępne dla ruchu, ale już niedługo ruszy przebudowa wielkiego węzła drogowego na południowym zachodzie wyspy i wtedy będzie naprawdę wesoło, bo przebudowa ma się zacząć od… kompletnej demolki istniejącego systemu estakad.

Wypada mieć nadzieję, że do tej pory ukończona zostanie brakującą nitka autostrady 30, która okala Montreal od południa i stanowić ma główną obwodnicę miasta. Ten numer autostrady to chyba nie przypadek, bo jej budowa ślimaczy się właśnie od mniej więcej 30 lat. Coś jak budowa obwodnicy południowej Warszawy, o czym opowiadała mi krewna, która pracuje w urbanistyce dzielnicy Ursynów. Podobne problemy, podobne korowody z wytyczeniem korytarza pod obwodnicę. No i podobny, chroniczny brak funduszy. A podobno jeden dolar wydany na infrastrukturę zwraca się dziesięciokrotnie jeśli chodzi o dochody budzetowe.

Póki co obydwa miasta są duszone spalinami, co stanowi nie tylko problem aktualny, ale również zagadnienie mające reperkusje na przyszłość. Kiedy patrzyłem na codzienny korek na Sasanki, Łopuszańskiej czy na Alei Krakowskiej (miejsca, obok których zatrzymuję się w Warszawie), kiedy patrzę codziennie na korki na montrealskiej Metropolitain czy Decarie (główne autostrady miejskie), wtedy myślę o setkach ton spalin wdychanych każdego dnia przez mieszkańców obydwa miast, i o problemach, jakie owa inhalacja mieć będzie w przyszłości.

Warszawa i Montreal: dwa męczeńskie miasta, dwa skupiska męczenników – zakładników zarówno braku wizji transportu drogowego, jak i środków na jej zrealizowanie.

Choć jeśli chodzi o transport miejski w Warszawie, to moim zdaniem Montreal mógłby się sporo nauczyć od stolicy Polski.

trafficMontrealski korek przy moście Jacques-Cartier
www.fixcas.com/news/2005/b2005b.htm

Odpowiedzi: 3 do “Korki”

  1. kadett mówi:

    “Warszawa” to wytwór mitu, baśniowej legendy. “Montreal” – kojarzy się ze szcztem realności. W języku skojarzeń realność z mitycznością łączy korek, co stwierdzono 4 dnia LIPCA! AD MMIX.

    PS.
    Lipiec, Szanowny Gospodarzu, mamy już dwa tysiące dziewiąty – według kalendarza juliańskiego.

  2. Torlin mówi:

    Ale mimo wszystko czystość powietrza bardzo się poprawiła w Warszawie. Pamiętam lata 70. i 80., gdzie na rogu Kruczej i Alei Jerozolimskich nie można było oddychać mimo wielokrotnie mniejszego ruchu.

  3. rysberlin mówi:

    Hi

    doskonale!!!

    mnie to podnieca,pozadam zywotnosc,szybkosc zmian,rozmach

    laduje jednak zmeczony w kapciach przy kominku,mieszczansko

    nudnie,tak wole,tak lubie

    Doda jest troche jak Polska,czy jak to bylo???

Dodaj komentarz